Szukając inspiracji do jednodniowej wycieczki na weekend w okolicach Wrocławia zanurzyłam się w wysłużonym Pascalowym „Dolnym Śląsku na weekend“ Waldemara Krygiera i Cypriana Skały z 2005. Skusiły mnie Stawy Przemkowskie wraz ze swoją 16 kilometrową ścieżką dydaktyczną. Skusiła też wieża widokowa, która jak to wieża, daje szerszą perspektywę na otaczające piękno. Od niej też zaczęliśmy.
Z Wrocławia do Przemkowa niecałe dwie godziny samochodem, który parkujemy na drodze przy wejściu na ścieżkę prowadzącą do wieży. Ścieżka to właściwie długi na około 800 m pomost, który malowniczo prowadzi nas w kierunku wieży. Z wieży rozpościera się widok na stawy. Jest pięknie. Przez lornetkę podglądamy kaczki i łabędzie. Wieża narobiła nam smaka na dogłębne poznanie okolicy. Widoki były extra, ale sam spacerek jak dla nas za krótki. Chcieliśmy więcej. Ale w końcu mieliśmy w planach ścieżkę edukacyjną, o której może nie znaleźliśmy w internetach zbyt wiele informacji, ale nie oszukujmy się – o wieży widokowej było niewiele więcej.
Podjechaliśmy więc do samego Przemkowa, by w oznaczonym miejscu wypatrywać oznaczeń ścieżki. Wieża widokowa była w miarę dobrze oznaczona. Mieliśmy tam kilka ciekawych tablic informacyjnych dotyczących podziwianego przez nas terenu, liczyliśmy więc, że podobnie będzie ze ścieżką. Nie było.
Nigdzie nie udało nam się wypatrzeć ani jednego oznaczenia ścieżki. Ruszyliśmy mimo to z mapą i opisem trasy. Choć był lipiec, zmienna pogoda uatrakcyjniała nam czasem wycieczkę chłodnym wiatrem. Byliśmy jednak dobrze przygotowani. Cieplejsza odzież, kurtki, napoje w termosie, prowiant. Trasa prowadziła początkowo głównie lasem, więc widoki nie powalały na kolana, ale było przyjemnie. Nad Szprotawą koło starej śluzy zrobiliśmy sobie przerwę na ciepły posiłek. Wtedy minął nas też pierwszy człowiek na trasie, prawdopodobne ktoś mieszkający w okolicy.
Po posiłku pełni nowych sił ruszyliśmy dalej. Teraz trasa zaczęła się robić dużo ciekawsza, bo grobla, którą się poruszaliśmy już nie prowadziła nas wśród drzew. Pomiędzy trzcinami pojawiały się nam widoki na wodę i przemieszczające się tam ptactwo. Ścieżka jednak robiła się coraz bardziej zarośnięta, jakby niemal nieużywana. Szło się cieżko, mimo staraliśmy się nie tracić dobrych humorów.
Kiedy dotarliśmy do końca trasy czekała na nas niemiła niespodzianka – wysoka brama, zagradzająca dokładnie nasze przejście. Nie mając już ochoty wracać kilkanaście kilometrów tą samą trasą, postanowiliśmy wspiąć się na nią i wydostać na drogę prowadzącą do cywilizacji. Miejscowy wędkarz, który zdobywał właśnie jedzenie na kolację, z nieukrywanym rozbawieniem obserwował nasze zmagania. Od niego właśnie dowiedzieliśmy się, że kiedyś bramy tej nie było i wszyscy mogli poruszać się swobodnie.
Nasza niespieszna pętelka po stawach wraz z postojami trwała około 5 godzin. Przeszliśmy prawie 14 km. O ile wieża widokowa spełniła wszystkie nasze oczekiwania i gorąco ją polecamy, to ścieżka edukacyjna jest czymś, co nie istnieje.
Wszelkie prawa do zdjęć i tekstu zastrzeżone. Jeśli chcesz nabyć licencję do wykorzystania prywatnego lub komercyjnego fotografii — zapraszamy do kontaktu.
Napisz komentarz